26 kwietnia 2017

-Wojowniczko! – krzyknęła czarodziejka niepewnym głosem, choć prawdopodobnie starała się brzmieć pewnie i stanowczo. Ale starej wygi, takiej jak Niemka, nie mogła oszukać. Gdy tylko Tajga usłyszała słowo wojowniczka, zgięła się ze w pół ze śmiechu. Strażnicy popatrzyli na nią dziwnym wzrokiem, ale jako że była najemniczką należącą na specjalnych prawach do Kompanii Świtu, o czym świadczyła kolorowa przepustka, woleli niczego nie komentować. Zresztą Tajga istotnie nie wyglądała na kobietę, której można zwrócić uwagę.
- Jestem najemniczką, nie wojowniczką — szepnęła Niemka, muskając wypolerowaną głownię miecza zimnymi opuszkami palców. Czarodziejka nie mogła jej usłyszeć, więc dalej próbowała porozmawiać z nią w najbardziej przyzwoity sposób, jaki się dało:
– Co powiesz na pewien układ? Do miasta jakieś półtora dnia drogi, jednak z koniem będzie o wiele szybciej. Tak się składa, że mam konia. Jeśli podarowałabyś mi przepustkę, mogłabym cię ze sobą zabrać. Kto wie, może nawet jeszcze dzisiaj dojedziemy?
     Tajga ziewnęła i popatrzyła na uśmiechniętą czarodziejkę. Wiecznie w dobrym nastroju do przepędzania burzy? - zapytała samą siebie, rozumiejąc, że była ostatnią deską ratunku dla Jasnej Pani. I zastanowiła się, jak może się na niej odegrać, choćby trochę, choćby uszczypliwą uwagą, ciętą ripostą?
-Och, proszę cię, już sama znajomość ze mną da ci wiele korzyści. – dodała jasnowłosa, niecierpliwie wyczekując odpowiedzi. Schaße, bo jeszcze się zgodzę — pomyślała najemniczką, a w jej głowie pojawił się pomysł, jak to mogłaby nieco zdenerwować czarodziejkę. Szybko wyjęła papiery ze skórzanej torby, która przebyła setki mil i wyszczerzyła się do zakutych łbów, jak lubiła nazywać strażników Tiglavve. Bo zdarzało się, że tutejsi strażnicy byli zwykłymi przygłupami żerującymi na braniu w łapę, prawie tak jak tam…
- Ten glejt jest mój — oznajmiła wreszcie strażnikom, pokazując bardziej wymięty świstek z jej imieniem i nazwiskiem. To był jeden z niewielu papierów, gdzie widniało jej nazwisko, którego starała się zazwyczaj nie używać. Tajga, Tajga Lorenc. - A ten, jest jej — rzuciła i jakby od niechcenia wręczyła strażnikowi dziesięć denarów i tylko machnęła mu glejtem przed oczyma.
- Pani, czy jest coś jeszcze, o czym nie wiemy? - zagadnął wąsaty Tiglavvczyk, dzieląc się natychmiast monetami z niskim kolegą, który dreptał obok, czekając na swoją działkę.
- A to, że jesteście takimi mazgajami, że dopiero milę od tego miejsca zauważyliście jej imię i nazwisko na tym glejcie — wyjaśniła, szybko skrobiąc domowej roboty ołówkiem samo imię, które wydawało się jej odpowiednie dla czarodziejki: Tempest. - Potem uprzejmie powiecie, jak się nazywa i wypuścicie ją bez zbędnych ogródek — ostrzegła, natychmiast zmieniając ton głosu. Machnęła ręką, aby strażnicy już poszli, a sama oddaliła się przed siebie, nie oglądając się w tył. I tak to był jeden z lepszych dni, odkąd opuściła Verianę…

Od Anissy do Yarissy (19) - „Moment słabości”

     Kiedy przeniosłam się do Astrum pierwszy raz, myślałam, że większy ból nie istnieje. Albo przynajmniej nigdy takiego nie odczuję. A jednak, kto by przypuszczał, że nie miałam racji? Wszystko odmawiało posłuszeństwa, gdy próbowałam się wyczołgać spośród stosu zimnych trupów, szczurów i much oblepiających wszystko wokół. Ssanie w żołądku było niczym w porównaniu z ropiejącymi ranami na ramionach, rękach, sinych dłoniach. Wszędzie, gdzie tylko mogli mnie skrzywdzić…. Ale droga była krótka. 
     Półwysep bohryjskii, tak nazywał się ten skrawek świata. Ludzie zawsze mówili, że tutaj jest najlepiej. Najbezpieczniej, najspokojniej. A nawet gdyby przyszło nam uciekać lub oddać życie, morze przyjmie nas w swoje objęcia jak matka własne dziecko. Otuli woalem spokojności i ukołysze do snu, raz na zawsze… Spojrzałam na fale uderzające o jasne skały i zamknęłam oczy. Decyzja zapadła. Słyszałam już tylko wodę, pisk mew i wiatr targający całą mną. Pochyliłam się do przodu, żeby skończyć to, co niefortunnie zaczęłam…

25 kwietnia 2017

Od Ethana do Dagny (2) - „Była młoda i pozornie głupiutka...”

- A on mówi: „To nie świnia, to moja żona!” - powiedział łysy krasnolud, przechylając piąty już kolei kufel cierpkiego piwa do swoich szerokich ust wykrzywionych tak, jakby ktoś mu przed chwilą przywalił. Zaśmiałem się sztucznie, bo żart nie był ani trochę śmieszny. Tak jak moja obecna sytuacja. Ten dzień był za piękny, żeby dobrze się zakończyć. Nigdy nie chwal dnia przed zachodem słońca, mówiła matka. Do zachodu słońca zostało jeszcze tyle czasu… A moja boska osoba, zamiast wydawać pieniądze, właśnie utkwiła w karczmie z ludźmi, z których obchodziły wyłącznie pieniądze. A raczej ich zwrot. Bo widzieliśmy się nie pierwszy raz, jeśli chodziło o korony. Tak, kilka koron właściwie, Ethanie.
     Już dobre dwie godziny próbowałem się wymigać od podpisywania świstka, na którym to zobowiązuję się do spłaty sporej sumki w terminie trzech miesięcy. A ja nie zamierzałem niczego podpisywać. Bo tutaj, banki mają inne metody radzenia sobie z dłużnikami. Żadnego ogłoszenia upadłości, nie ma tu bankructwa ani niczego, co mogłoby uratować mój tyłek. Więc siedziałem, śmiałem się i piłem wraz z nimi, czekając na odpowiedni moment. Kiedy będą na tyle upici, żeby zapomnieć moją twarz. Ale miałem już dość czekania.

23 kwietnia 2017

Od Yrenn do Tajgi (5) - "Upokorzenie"

    Kiedy kobieta wyszła z karczmy, w pomieszczeniu zapanowała cisza. Chyba dość mocno ją rozgniewałam, sądząc po tym, że powoli zaciskała już rękę na swojej broni. Gdyby ją wyciągnęła, mogłabym mieć mały problem, jednak w tym momencie czułam satysfakcję z wygranej potyczki, chociaż wojowniczka praktycznie nie stawiała oporu. Gdy zaczęłam się zastanawiać, czy poczuła się prze ze mnie upokorzona, ktoś z grupy najemników głośno zaczął wyrażać swoją złość na nieznaną mi kobietę. Usłyszałam podziękowanie ze strony gospodarza. Uśmiechnęłam się do niego, a następnie popatrzyłam za okno. Było już zupełnie ciemno.
    Skierowałam się do swojego pokoju na tę noc, który był na wyższym piętrze. Pomieszczenie nie było duże, nie wyglądało też na zadbane, jednak zadowalało mnie. Zeszłam ze schodów i skierowałam się do stajni, gdzie zostawiłam La Tempę. Ostatni raz na dzisiaj zajęłam się nią. Klacz była lekko poddenerwowana, jednak szybko udało mi się ją uspokoić. Musiała być gotowa na jutrzejszą podróż. Ja również powinnam odpocząć; dużo razy dzisiaj używałam magii i muszę ją zregenerować, więc po padnięciu na niezbyt wygodne łóżko i tak zasnęłam.

Od Dagny do Ethana (1) - „Złodziejskie chwyty”

- Ej, Lavellan, przestań gapić się na te świecidełka, tylko chodź! – Wróbel zaczynał być ewidentnie coraz bardziej zirytowany, przeskakując niecierpliwie z nogi na nogę. Dagna zmarszczyła nos z dezaprobatą, wciskając srebrny naszyjnik w głąb przepastnej kieszeni luźnych spodni. Zachowa go sobie, to pewne, tego łupu Sójkom nie odda. Drobny medalionik był zbyt ładny (i zbyt… tajemniczy), by oddawać go w brudne łapska szefa. Podniosła gwałtownie głowę i w podskokach dogoniła swego towarzysza.
- Jakieś wieści od grubego szlachciura? – zapytała, wpychając sobie do buzi parę sucharków zgarniętych z dna torby – Tego, który twierdził, że wie o naszej kradzieży.
- Nic nowego. – odparł Wróbel flegmatycznie, powłócząc nogami – Albo dał sobie siana, albo ktoś go uciszył, nie wiem.
- Mam nadzieję, że to drugie. – krasnoludka zmarszczyła brwi w zamyśleniu, lecz zaraz się rozchmurzyła – Jakby co, sami możemy to zrobić.
- Posuwasz się za daleko. – stwierdził kompan monotonnie, pociągając nosem.
- Nieprawda. – przystąpiła do obrony – Czasem trzeba. Chyba, że chcesz siedzieć w pierdlu, to zapraszam, przyjacielu. Bo, jak przyjdzie straż, zauważy naszą skrytkę pełną kosztowności i cholerną skrzynkę pełną zdobionych figurek, to co powiemy? „Och, przepraszamy, to nie my!”? NIKT się na to nie nabierze. Poza tym… złym ludziom powinny dziać się złe rzeczy, co nie? Gdyby nie był aż tak niedobry, może nie skończyłby aż tak martwy.
- On żyje, Lavellan. – wytłuścił chłopak, przewracając ostentacyjnie oczami i przyspieszając kroku.
- Niedługo. – przyłożyła prawą rękę do klatki piersiowej i uniosła dumnie podbródek – Bo ja, Dagna Lavellan, oficjalnie dopisuję go do listy osób do zabicia.
- Ile jest osób na tej liście? – dopytał Wróbel, nieco zaciekawiony.
- Noo… teraz dwie. – wzruszyła ramionami – Jeszcze ten mały popierdzieleniec z Bohrii, który specjalnie wylał na mnie kufel wina w karczmie.
- I za to ma umrzeć?
- Nie lubię typa. – ucięła dziewczyna wymijająco.

Od Tajgi do Yrenn (4) - „Dwa świstki”

     Tajga drugi raz tego dnia zacisnęła dłoń na rękojeści wysłużonego miecza i drugi raz powtórzyła, że prawo świętym na obcej ziemi. Tysiące myśli skłaniało do wykonania szybkiego ruchu ręką, błyskawicznego pociągnięcia w górę, zaprezentowania swojej siły. Tylko machnąć, żeby świst usłyszeli wszyscy, lecz nikt nie zobaczył ostrza. Ale znowu się powstrzymała, bo kolejne tysiąc myśli mówiło „nie”. Była już na to za stara. Za dorosła, żeby popisywać się przed młodą czarodziejką. A może to grom na dworze podpowiedział, co było właściwe?
     Wreszcie odpuściła, rzucając sakiewką w gospodarza i zamaszyście się odwracając, zgrabnie podeszła do lidera. Przez chwilę jej pewność siebie jakby zniknęła, ale Tajga szybko wzięła się pod boki (wreszcie była prawdziwą Niemką!) i z grymasem na twarzy oznajmiła liderowi, że chce kontynuować podróż. Sprytnie wymówiła się na to, że czas goni, a kontrakt był podpisany wraz ze zwrotem pieniędzy, gdyby najemnicy zawiedli. I prawie się jej udało. Prawie. Bo lider nie zamierzał w żaden sposób iść na ustępstwa, nawet jej. A Tajga już dawno temu zapomniała, czym jest cierpliwość.

22 kwietnia 2017

Nowa postać - Dagna Lavellan, czyli Słowik







DAGNA LAVELLAN- SŁOWIK

"Nie wszystkie kobiety są wyrzeźbione z tego samego kamienia."

16 lat | 25 kwietnia 2001 | Barhador | Złodziejka









21 kwietnia 2017

Nowa postać - Takashiro Aomine-Kuroki, czyli Conor







TAKASHIRO AOMINE-KUROKI - CONOR

„Najsilniejszy wojownikiem jest ten, kto pokonał sam siebie.”

19 lat | 24 kwietnia 1998 | Tokio, Japonia | ?





wszyscy bohaterowie tiglavve