21 kwietnia 2017

Od Yarissy do Anissy (18) - „Czym się stałam...”

     Od zniknięcia Anissy minął dokładnie tydzień. Przez te siedem nieszczęsnych dni próbowałam się dowiedzieć, co tak właściwie się stało. I zrozumieć wreszcie, że to wszystko to nie sen. Że naprawdę czuję szorstkie łóżko, jeszcze ciepłe od mojego ciała, wilgotną drewnianą podłogę i szum morza za oknem. Każdego ranka dotykałam gładkiej skóry na dłoniach, czesałam czerwone kosmyki i wpatrywałam się w obcą twarz, która powoli stawała się moją własną. Gdyby ktoś powiedział mi, że wyśle mnie na miesiąc do książki fantasy, najpierw uznałabym to za żart, a potem zadzwoniła po policję. I zaprowadziła do psychiatry.
     Żal i panika władały mną na okrągło, zmuszając do skrywania twarzy w dłoniach, odwracania się od ludzi i walczenia z łzami w samotności. I przez to całe cierpienie uświadomiłam sobie, że spotkało mnie coś niezwykłego. To coś odmieniło moje spojrzenie na świat już na zawsze. W legendach i baśniach rzeczywiście istnieje cząstka prawdy. Brutalnej prawdy.
***
- Zanim pozbierasz się do reszty, minie sporo czasu, prawda? - powiedziałam pewnego dnia do swojego odbicia, sznurując gorset. Był taki sam, jaki widywałam w muzeach. A teraz usilnie próbowałam sama ciągnąć za mocne tasiemki, aby choć trochę go zatrzymać na talii. Nie dawał takiej swobody ruchów jak współczesna bielizna, ale prostował sylwetkę i zmuszał ją do przybrania ładniejszego kształtu. Przeglądając się w lustrze, nie mogłam się nadziwić, jak cała się zmieniłam. Będzie trzeba się przyzwyczaić, prawda?
     Lustro nie odpowiedziało. Czułam się, jakby uwięziono mnie w ogromnej klatce. Z jednej strony swobodnie, ale nie byłam wolna. Czasami miałam wrażenie, że prócz mnie obok jest ktoś jeszcze, jakaś inna kobieta, inny umysł. W oddali zepchnięta na sam koniec świadomości. Ta prawdziwa, której skradłam ciało. Czarodziejka, urodzona tutaj. Ona.
     Poprawiłam czerwone kosmyki i uśmiechnęłam się do odbicia. Pomimo tego wszystkiego, co mnie spotkało, czułam irracjonalną radość. Zmieniłam się, zmieniłam się bardziej niż kiedykolwiek. I może nie powinnam się cieszyć, że przytrafiła mi ni się taka podróż. Że znalazłam się w odległym świecie, przepełnionym magią i wszystkim, co nierealne. Stałam się kimś innym. A może ktoś mi coś dosypał do herbaty? Wypiłam, nawet nie zauważyłam, kiedy odpłynęłam?
     Bzdury. Cholera, to się dzieje naprawdę - przemknęło mi przez głowę, kiedy wreszcie dopięłam ostatnią zapinkę, czy czymkolwiek był ten haczyk na biuście. Turkusowa suknia z wąską spódnicą była chyba za bardzo wychuchana, jak na wyjście na miasto, ale miałam wrażenie, że wszystkie czarodziejki i czarodzieje zawsze ubierali się, jakby zaraz mieli iść na królewskie salony… Niejedna z czarodziejek miała na bladej szyi zawieszone błyszczące kamienie oprawiane w złoto czy srebro, diadem w jedwabistych włosach, złoty pył na ramionach. W porównaniu do nich moja suknia była skromna. A wystarczyło tylko przypiec pięty odpowiednim osobom z odpowiednią wielkością sakiewki. Nigdy nie przypuszczałam, że to będzie takie proste.
     I wychodząc na zewnątrz, coś nagle mną wstrząsnęło. Co ja zrobiłam…
     Przecież dwa dni temu torturowałam ludzi, używałam ognia, żeby wreszcie wziąć ich pieniądze… Paliłam ogniem żywych ludzi! Co się ze mną stało?! Czym się stałam?! 
     Zrobiło mi się słabo; upadłam na kolana, patrząc na zakrwawione ręce, które tak naprawdę były suche… Jeszcze nie wiedziałam, że coś się zmieniło. Stałam się kimś innym. Kimś o wiele gorszym...





[Anissa?]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz